poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Chapter second

- Bez takich - mówię i zabieram rękę. - Skąd znacie mojego tatę? - pytam się zdziwiona, a Harry siada na swoim miejscu.
- Twoi rodzice próbowali ponownie zabić SAMI-WIECIE-KOGO, ale gdzieś zniknęli - mówi... Liam!
- Kim jest ten, którego imienia boisz się powiedzieć? - pytam się zaciekawiona faktem iż boi się tego powiedzieć.
- Lord Voldemort - mówi, a pociąg zaczyna się chwilowo chwiać.
- Kto?
- Drugi najpotężniejszy czarnoksiężnik na świecie - mówi Zayn, a ja rozszerzam z nie do wierzenia oczy.
- A kto jest pierwszy?
- Twój tata i Profesor McGonagal - mówi cicho Louis. Spuszczam głowę.
- Skoro zabili wiecie kogo, to czemu jeszcze raz go musieli zabijać? - pytam się i podnoszę głowę.
- Nie wiedzieli, że ma jeszcze ósmego Horkruksa - mów Harry, a ja oblizuję usta.
- Co to Horkruks? - mówię, bo praktycznie nic o tym nie wiem.
- Kiedy ktoś cię zabije, to wtedy nie możesz umrzeć, bo cząstka twojej duszy jest w Horkruksie. Horkruks może byś zwykłym przedmiotem. Na przykład bransoletką - mówi Niall, a ja kiwam głową.
- Zniszczyli ósmego Horkruksa? - pytam, a Liam wzdycha.
- Nie - odpowiada za Liam'a Louis. - Nawet nie wiemy, czy nie ma ich więcej.
- To okropne - mówię i zatykam ręką buzię.
- Ale prawdziwe - mówi Harry.
- Drugi najpotężniejszy czarnoksiężnik na świecie zabił mojego tatę? - mówię zdziwiona.
- Tak. Chyba. Nikt nie zna prawdziwego zakończenia tej historii - mówi Zayn.
- Coś tu jest nie tak - mówię z grymasem i wyciągam swoją różdżkę. - Wiecie kogo to różdżka? - pytam ich się, a Liam delikatnie ją zabiera z moich rąk. Ogląda ją z każdych stron.
- To różdżka Czarnego pana, Voldemotra - kolejne chwianie się pociągu.. Liam oddaje mi różdżkę, a ja ją szybko chowam.
- Jestem głodny - mówi cicho Niall. Ja chichoczę. Wyciągam swój naszyjnik od mojego taty, kiedy ostatni raz się z nim widziałam. Zdejmuję go i mocno ściskam.
- Co to? - pyta Harry, a ja się lekko uśmiecham.
- Naszyjnik od mojego taty - odpowiadam.
- Nie da się jego otworzyć? - tym razem pyta siedzący obok mnie Louis.
- Nie wiem, ale możemy spróbować - mówię i wyciągam jedną ręką różdżkę. Drugą ręką trzymam za łańcuszek. Kieruję swoją różdżkę na wisiorek.
- Znasz zaklęcie? - pyta Niall.
- Tak. Ciekawe jak mi pójdzie. Nigdy nie czarowałam - przyznaję chłopakom, a oni się uśmiechają. - Alohomora - mówię głośno, a naszyjnik się otwiera i wypada natychmiastowo z mojej dłoni.

sobota, 23 sierpnia 2014

Chapter first


Jestem Diana Potter. Mam 11 lat. Znaczy będę już mieć za tydzień. Moi rodzice nie żyją. Zginęli w wypadku samochodowym, gdy miałam 6 lat. Teraz mieszkam z najbliższymi przyjaciółmi moich rodziców. Czyli z Weasley'ami. Wyraźniej: z ciocią Hermioną i wujkiem Ronem. Są dla mnie jak rodzina. Ciocia Hermiona jest moją chrzestną. Nie znam niestety chrzestnego.
Siedzę na moim łóżko i czytam ciekawą książkę. Nagle słyszę ciche pukanie do moich drzwi.
- Proszę - mówię, a do pokoju wchodzi ciocia Hermiona. - Cześć ciociu.
- Hej, słońce - mówi siada na moim łóżku. - Przyszedł do ciebie list - mówi z uśmiechem i mi go podaje. Biorę go z tajemniczym wzrokiem. Otwieram i czytam zawartość.
Witaj Diano Potter!
Chcielibyśmy z radością panią powiadomić, że została pani przyjęta do magicznej szkoły dla czarodziejów - ,,Hogwart". Prosimy o przybycie do szkoły dnia (data przybycia). Dziękujemy i serdecznie zapraszamy. Czekamy na przybycie.
Rada Magicznej Szkoły Hogwart.
Profesor McGonagal.
Odkładam list i patrzę się zdziwionym wzrokiem na ciocię.
- Co to jest? - pytań zdziwiona.
- List. Jak widzisz zostałaś przyjęta do szkoły.
- Nie rozumiem.
- Jesteś czarodziejką, Diana.
- Jak to? - mówię. - Nie wierzę! To jakiś żart! - krzyczę.
- Nie, to nie żart, to prawda, zobacz - mówi i wyciąga z kieszeni jakby kij. - Lumos - mówi cicho, a z jej kija pojawia się światło.
- Co to?
- To różdżka, Diano. Musimy i tobie taką kupić, ale to dopiero jutro - mówi i wstaje z łóżka. Kieruje się ku drzwiom.
- Kiedy wyjeżdżam? - mówię.
- W dniu twoich jedenastych urodzin.
- Aha.

***

Dzień wyjazdu. Dziwne uczucie. Wsiadam do pociągu z peronu 9 i 3/4. Dziwne to wszystko... Wchodzę do jakiegoś przedziału. Jestem jeszcze dzieckiem! Dziś moje urodziny. To mój prezent. Siadam na jakimś miejscu, gdzie jest piątka chłopaków. Ja zajmuję szóste miejsce. Zdejmuję beret i płaszcz. Opieram się o oparcie fotela i czuję jak pociąg zaczyna się ruszać. 
- Ciekawe, jak tam będzie - mówi jeden z nich. Dość wysoki chłopak o zielonych oczach. Jego włosy są lekko falowane. Uśmiecham się pod nosem. Co mam robić?
- Nie wiem. Wiem tylko tyle, że tam się uczył Harry Potter - słyszę moje nazwisko. Chwila! Mój tata? Skąd go znają? Jak to?! Powiedział to teraz chłopak o brązowych włosach z mocno niebieskimi oczami. Jeden z chłopaków patrzy się na mnie. Ma szare oczy. Siedzi koło mnie.
- Jak masz na imię? - pyta się. Ja nie wiem czy mam powiedzieć im moje nazwisko.
- J...jestem Diana, Diana P...Potter - jąkam się i spuszczam głowę.
- Ta, Potter? Córka Harry'ego Potter'a? - pyta się zielonooki chłopak. 
- Tak - odpowiadam nieśmiało.
- Jestem Niall! - krzyczy niebieskooki.
- A ja Harry - brunet z falowanymi włosami się do mnie uśmiecha, a na jego polikach widnieją dołeczki. Uśmiecham się lekko, gdy wyciąga w moją stronę swoją rękę (siedzi na przeciwko mnie). Podaję mu swoją dłoń. Po kilku sekundach ją zabieram. - Więc tak - mówi i wstaje. - To Louis, to Liam, a to Zayn - wskazuje na chłopaków, a ja potakuję. 
- Jak już mówiłam, jestem Diana.
- Piękne imię dla pięknej dziewczyny - mówi Harry i sięga po moją dłoń. Całuje jej zewnętrzną stronę, a ja się rumienię.